Czy babcie są naprawdę nadopiekuńcze?

Utarł już się już taki pogląd, że słowo „babcia” równa się osoba niezwykle ciepła, serdeczna, życzliwa, uśmiechnięta, miła i oczywiście hojna w stosunku do swoich wnuków, jeśli chodzi o ich dobro materialne. I rzeczywiście, tak w większości przypadków jest. I nie można powiedzieć, że jest to złe.

130343.jpg

Szczególnie, jeśli rodzice takiego dziecka są bardzo surowi i wymagają nie lada dyscypliny. Wtedy to taki chociażby krótki pobyt u dziadków, u których czuje się dobrze i pewnie, bezpiecznie i szczęśliwie, którzy pozwalają mu jeść słodycze, oglądać dużo telewizji, kupują zabawki i lody, którzy ogólnie je rozpieszczają, w niewielkim stopniu jest korzystny dla rozwoju tego dziecka dlatego, że babcia i dziadek kojarzą mu się wyłącznie z tym, że u nich czuje się naprawdę dobrze, jeśli już tak nie czuje się w swoim własnym domu. Najgorzej jest jednak, gdy babcie próbują przeforsować swoje zdanie, jeśli chodzi o wychowanie potomków ich córek i synów. Zaczyna się już od wyboru imienia, a potem przenosi się to na wymuszaniu różnych ustępstw albo decyzji w sprawie przyszłości wnuków.

Nic dziwnego, że jest to denerwujące dla rodziców, którzy sami chcą kontrolować to, w jaki sposób prowadzą swe dziecko przez życie. I bynajmniej nikt im nie jest do tego potrzebny. Nie można do tego dopuścić, by dać sobie wejść na głowę. Można oczywiście wysłuchać kwestii teściowej bądź matki, ale nie trzeba się też do nich stosować, jeśli uzna się je za bezsensowne. Jednak nie powinno się na wstępie dawać im sygnału: „Mów, co chcesz, mnie to i tak nie obchodzi, zrobię po swojemu”.

Nie, trzeba wziąć pod uwagę owe sugestie przy podejmowaniu ostatecznej decyzji, ale nie powinno się ich traktować jako jedynych możliwych argumentów.
Marta Akuszewska

Authors
Top